Jak wybrać najlepsze słuchawki?

Muzyka może nam towarzyszyć zawsze i wszędzie. Zarówno przy odpoczynku na domowej kanapie, jak i w podróży pociągiem czy podczas intensywnych ćwiczeń w siłowni. Tak różne jak okoliczności użycia odtwarzaczy MP3 są również wymagania stawiane przez użytkowników wobec swojego sprzętu. Możemy wyróżnić co najmniej dwa rodzaje słuchaczy muzyki: typ sportowy, który nawet podczas joggingu nie chce zrezygnować ze swoich ulubionych utworów, oraz typ konesera, który delektuje się dźwiękiem, stawiając najwyższe wymagania wobec jego jakości. Niezależnie od tego, czy preferujemy klasyczne słuchawki nauszne, czy modele douszne, odnajdziemy sprzęt odpowiadający dokładnie naszym wymaganiom.

Wyniki testów przydadzą się szczególnie potencjalnym użytkownikom słuchawek dousznych typu ear-plugs (utrzymujących się w małżowinie) lub in-ear-plugs (umieszczanych w kanale słuchowym), gdyż ze względów higienicznych nie możemy ich przymierzyć w sklepie. Poza słuchawkami istnieje oczywiście szeroka oferta akcesoriów do odtwarzaczy MP3: mobilne głośniki, futerały, torby lub nawet sprzęt specjalistyczny, taki jak kompletne podwodne wyposażenie do odtwarzacza iPod mini. Zamiast głośników

W sprzęcie stereo bardzo ważne są głośniki, a w przypadku odtwarzaczy MP3 decydujące znaczenie dla jakości dźwięku mają słuchawki. Wybraliśmy 10 różnych modeli słuchawek, by je szczegółowo przetestować. Rozpiętość cen jest spora – najtańszy sprzęt w naszym rankingu kosztuje około 60 złotych, a najdroższy – ok. 200. Przy tym jakość dźwięku bynajmniej nie jest kilka razy lepsza w przypadku produktów najdroższych w stosunku do modeli najtańszych. Stabilność i wygoda Idealne słuchawki dla najaktywniejszych słuchaczy muzyki powinny przede wszystkim dobrze i pewnie utrzymywać się na głowie, jednak nie mogą ani uciskać, ani obcierać uszu. Sprzęt powinien też zachować równowagę pomiędzy wystarczająco mocnym nagłośnieniem a przepuszczalnością dźwięków zewnętrznych, by podczas uprawiania joggingu słyszeć zarówno muzykę, jak i… dzwonek roweru przejeżdżającego obok.

Z reguły dobrze utrzymują się tradycyjne słuchawki nauszne. Typ douszny, jeżeli uwierzymy poświęconym temu tematowi badaniom, naprawdę dobrze utrzymuje się tylko u połowy użytkowników. Poza tym, do słuchawek typu in-ear, utrzymujących się nie w małżowinie, lecz wewnątrz samego kanału słuchowego, trzeba się przyzwyczaić. Modele Creative’a czy Sony, które należą do czołówki, to właśnie sprzęt tego rodzaju. Podczas uprawiania sportu okazuje się, że typ in-ear ma w stosunku do innych słuchawek kolejną wadę – ponieważ ich budowa odpowiada zatyczkom do uszu, izolują użytkownika od otoczenia. Może to być niebezpieczne podczas jazdy na rowerze bądź uprawiania joggingu.

W związku z tym, że uszy są odizolowane, wyraźniej odbieramy dźwięki własnego ciała, takie jak bicie serca czy oddech, a do ucha przenoszone są bezpośrednio odgłosy tarcia i drapania kabla o ubranie. Wszystko to sprawia, że dodatkowo zwiększamy głośność odtwarzanej muzyki i tym samym podnosimy prawdopodobieństwo niesłyszenia dźwięków ruchu drogowego czy osób ćwiczących obok nas. Niestety, w teście nie pojawił się żaden model słuchawek, który łączyłby wyjątkowo wysoką jakość dźwięku z naprawdę dobrą ergonomią.

Najlepszy kompromis to model MDR G64SL firmy Sony – sprzęt typu „behind-neck”, wyposażony w pałąk opierający się o tył głowy. Dzięki temu, muszle słuchawkowe utrzymują się pewnie na uszach. Jakość dźwięku jest dobra, ale słuchawki nie są wyjątkowo mocne w reprodukcji basów. Przyjemność w cenie Najlepszy wynik w teście jakości dźwięku osiągnęły słuchawki Creative EP-630. Przenoszenie częstotliwości jest prawie liniowe, słuchawki te jedynie podkreślają silniej basy, jest to jednak bardziej kwestia gustu niż jakości. Firma Creative poradziła sobie też bardzo dobrze z akustycznym odizolowaniem przewodów. Dla osoby poruszającej się ze słuchawkami, tło składające się ze szmerów, odgłosów tarcia i drapania może być drażniące. Kolejną zaletą słuchawek EP-630 jest gumowy kabel.

Szukasz dobrego rozwiązania do wysyłania darmowych smsów przez internet: polecamy stronę darmowa bramka sms

Gumowa izolacja sprawia, że kable się mniej plączą i nie tworzą węzłów. Jeżeli nie lubimy słuchawek dousznych, a mimo wszystko nie chcemy zrezygnować z dobrej jakości dźwięku, to godny polecenia jest model MDR G64SL firmy Sony. Cechuje go m.in. dość neutralne brzmienie. Uzyskane wyniki pomiarów potwierdzają wrażenia słuchowe: minimalne zniekształcenia oraz bardzo jednostajne pasmo częstotliwości zapewniają dobry odbiór dźwięku. Pomiędzy dźwiękiem a wygodą Odnalezienie złotego środka jest faktycznie trudne – albo jakość dźwięku jest przekonująca, albo słuchawki dobrze leżą i nie przeszkadzają w ruchu, za to słabo odtwarzają muzykę. Są jednak producenci, którym udało się połączyć obie te cechy. Konstruują wysokiej klasy słuchawki, które jednocześnie są wygodne.

Tu na pierwszym miejscu plasują się słuchawki marki Apple iPod. W kwestii dźwięku słuchawki Apple’a muszą obejść się w dużej mierze bez basów. Z drugiej strony, dobrze odtwarzane i wyraźnie zarysowane są tony wysokie i średnie. Możemy dopomóc słuchawkom marki Apple w przestrzeni basów, dzięki urządzeniu iPod Ear-Jams firmy Griffin. Są to plastikowe elementy nakładane na słuchawki, które możemy nabyć za około 35 złotych. Słuchawki z dodatkowym elementem działają o wiele głośniej i oferują nam mocniejsze basy. Tracą one jednak dokładnie to, co uprzednio było ich zaletą: dobre i przede wszystkim przejrzyste oddanie tonów średnich i wysokich. Nie tylko słuchawki Słuchawki to najbardziej oczywiste akcesorium, przeznaczone do przenośnego sprzętu grającego. Nie znaczy to jednak, że jest to jedyna rzecz, którą możemy dokupić, by czerpać jeszcze więcej przyjemności ze słuchania muzyki w formacie MP3.

Większość dodatków pasuje do wszystkich (lub prawie wszystkich) dostępnych na rynku odtwarzaczy, ale prawdziwym królem akcesoriów jest iPod. Słuchawki to nie jedyny sposób na słuchanie muzyki w drodze. Na działkę albo pod namiot możemy zabrać też nieduże, przenośne głośniki. Oczywiście, żadne z nich nie zagrają jak sprzęt hi-fi, czy nawet przeciętna miniwieża. Mamy więc wybór – albo jakość, albo przenośność. Tego typu urządzenia oferuje wiele firm. Nam do gustu przypadło szczególnie iStation, oferowane przez firmę Logic3. Konstrukcja składa się z dwóch głośników stereo i subwoofera(!), zamkniętych w jednej, składanej obudowie. iStation, kosztująca ok. 250 zł, może służyć również za ładowarkę i stację dokującą do iPoda (złącza USB i FireWire), co wcale nie przekreśla możliwości podłączenia innego odtwarzacza MP3 (przez złącze słuchawkowe). Zasilanie – z gniazdka lub czterech baterii AA.

Głośniki przenośne Logitecha – mm22 nie mają subwoofera i nie naładują iPoda, ale są też o 100 zł tańsze i wyposażone w elegancki pokrowiec podróżny. Przenośne głośniczki oferuje również Creative (seria TravelSound). Posiadacze kolorowych odtwarzaczy Creative Zen Micro i Zen Nano Plus mogą dobrać sobie coś „pod kolor” z gamy wielobarwnych głośników Vivid tej samej firmy. Vivid 60 i Vivid 80 to niedrogie (90–130 zł) kolumienki stereo, które nie zajmują wiele miejsca, ale nie szokują też jakością dźwięku. Mimo niewielkich rozmiarów, nie jest to sprzęt w pełni przenośny – brakuje zasilania z baterii. Oczywiście nic nie stoi na przeszkodzie, by do Vividów podłączyć dowolny odtwarzacz MP3. MP3 w samochodzie Podłączenie odtwarzacza MP3 do samochodowego systemu audio może być skomplikowane, jeśli nasze radio nie jest wyposażone w wejście liniowe (line-in) w postaci gniazdka minijack.

Mamy wybór między dwoma konkurencyjnymi rozwiązaniami. Ci z nas, którzy mają w autach odtwarzacze kasetowe, powinni zdecydować się na zakup kasety – adaptera. Włożona do kieszeni radia przenosi dźwięk z podłączonego do niej dowolnego odtwarzacza. Takie kasety kosztują już od około 20 zł i są dostępne praktycznie we wszystkich większych sklepach z elektroniką. Z kolei posiadacze samochodowych radioodbiorników z CD są skazani na miniaturowe transmitery FM. Te niewielkie urządzenia o zasięgu kilku metrów przekazują muzykę do radia za pośrednictwem fal FM. Wystarczy odnaleźć wolną częstotliwość i nastroić na nią transmiter oraz radioodbiornik. Niestety, transmitery oferują zwykle niższą jakość dźwięku niż kasety–adaptery. Zdalna kontrola Przekazać dźwięk to dopiero połowa sukcesu.

Dobrze byłoby też zachować kontrolę nad odtwarzaczem, nawet gdy ten leży na drugim końcu pokoju albo na dnie przepastnej torby. Najprostsze rozwiązanie to piloty umieszczone na kablu słuchawek. Takie piloty są dostępne m.in. do odtwarzaczy Zen Micro i Zen Sleek (Creative), X5 (iAudio) czy starszych modeli iPodów (najnowsze iPody pozbawione są rozszerzonego złącza słuchawek). Posiadacze iPodów mogą wybierać spośród kilku różnych pilotów bezprzewodowych (radiowych i na podczerwień) oraz specjalnych stacji dokujących wyposażonych w sterowanie pilotem. Koszt to zwykle ok. 200 zł.

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Jak wyszukiwać informacje w Internecie

Internet sprawił, że z domowych pieleszy możemy uzyskać błyskawiczny dostęp do wszelkich możliwych informacji. Oczywiście pod warunkiem, że umiemy je znaleźć.

Internet jest tworem chaotycznym. Choć wielu porównuje go do ogólnoświatowej biblioteki, tak naprawdę jednak nie ma z nią nic wspólnego. W bibliotece książki są uporządkowane według przemyślanych i spójnych kryteriów. W Internecie jest dokładnie na odwrót. Gdy myślę o właściwej metaforze struktury informacyjnej Internetu, przychodzi mi na myśl magazyn przy papierni, w którym przechowuje się makulaturę. Większość druków to śmieci, są jednak wśród nich perełki, rzeczy, które warto przeczytać. Jak mamy szczęście, znajdziemy coś ciekawego, innym razem poszukiwania będą bezowocne. Zawartość magazynu cały czas się zmienia. Część rzeczy trafia na przemiał, w tym samym czasie ciężarówki dowożą nowe transporty makulatury. Sieć, mimo pewnych podobieństw, ma nad magazynem fundamentalną przewagę – wyszukiwarki, które indeksują bałagan i tworzą przyjazny interfejs do jego przeczesywania.

STRATEGIA: JAK SZUKAĆ, BY ZNALEŹĆ?

Pierwszą decyzją, jaką musimy podjąć, będzie wybór wyszukiwarki. Jest to bardzo ważne, gdyż od tego zależy skuteczność znajdowania informacji. Którą wyszukiwarkę wybrać? Nowoczesne wyszukiwarki zarówno ogólnoświatowe (Google.com, Yahoo.com, MSN. com), jak i polskie (Netsprint.pl, Onet.pl) są wystarczająco sprawne, abyśmy mogli z ich pomocą znaleźć niezbędne informacje w Internecie. Z wymienionych serwisów zarówno pod względem trafności wyników, jak i wygody na pierwsze miejsce wysuwa się Google. Sprawdza się on perfekcyjnie w przeszukiwaniu informacji typowo polskich, a także stron obcojęzycznych. Dwie największe wyszukiwarki polskie, Netsprint.pl (dostępna m.in. na Wp.pl) oraz Onet.pl, starają się rywalizować ze światowymi potentatami na własnym podwórku; indeksują wyłącznie strony polskie. Niestety, jak wykazały testy przeprowadzone w redakcji, mechanizm wyboru stron do zindeksowania jest niedoskonały i pomija wiele witryn w naszym języku. Przykładem tego błędu mogą być informacje opublikowane w polskojęzycznych blogach w serwisie Blogger.com. W Netsprincie i Onecie ich nie znajdziemy. Dla porównania, Google, gdy ograniczymy wyszukiwanie do stron polskich, bez problemu te teksty wyłapuje, podobnie jak inne polskie teksty na zagranicznych WWW. Z rodzimych serwisów najkorzystniej wypada Netsprint.pl. Jego mechanizm wyszukiwania, po modernizacji przeprowadzonej jesienią 2005 roku, daje bardzo trafne wyniki. Zmiany polegały na dodaniu nowego kryterium sortowania stron. Teraz oprócz analizy występowania słów kluczowych i liczby linków do danej strony, wpływ ma ocena popularności danej strony wśród polskich internautów, na podstawie badania Gemius Megapanel. Piętą achillesową Nestsprinta jest to, że znacznie rzadziej niż Google czy MSN. com indeksuje treść stron. Wyszukiwarki zachodnie wracają do indeksowanej strony co 2–3 dni. Netsprint robi to co kilkanaście dni, za wyjątkiem najpopularniejszych stron, które indeksuje częściej. Wyszukiwarka portalu Onet wypada jeszcze słabiej niż Netsprint. Paradoksem jest to, że z polskimi stronami znacznie lepiej, radzi sobie Yahoo Search, który w Onecie jest ustawiony jako wyszukiwarka stron zagranicznych. Jakość Google jest doceniana przez internautów, którzy wyklikali mu 2. miejsce wśród witryn w polskim Internecie (według PBI/Gemius za sierpień 2005). Używa go 6,5 mln Polaków.

Jak pytać?

Żeby znaleźć, przede wszystkim trzeba wiedzieć, czego szukać. To znaczy, trzeba mieć elementarną wiedzę na dany temat. Jest to niezbędne z dwóch powodów. Po pierwsze, jeśli kompletnie nie będziemy wiedzieli, o co chodzi, nie zdołamy sformułować pytania, które zaprowadzi nas do właściwej strony. Jeśli np. chcemy kupić samochód, musimy znać marki producentów, wiedzieć coś o wyposażeniu, silniku itd. Wpisanie „samochód” do Google, nie przybliży nas do znalezienia oferty, gdyż ilość wyników będzie olbrzymia, a większość z nich nie na temat. Po drugie wiedza jest konieczna do wstępnej oceny wiarygodności znalezionej witryny. Pamiętajmy, że korzystając z Sieci, jesteśmy zdani w tej materii wyłącznie na siebie. Jeśli źle ocenimy wiarygodność informacji, możemy wziąć dyletanckie bzdury za fachową poradę i roznosić je dalej. Dlatego, zanim przystąpimy do wyszukiwania szczegółów, zapoznajmy się z wortalem tematycznym. Znajdziemy go w wyszukiwarce (stosunkowo łatwo) albo w jednym z katalogów stron WWW (np. http://katalog.onet.pl, lub http:// dmoz.org/. Kiedy już mamy pewną wiedzę, przystępujemy do wyszukiwania konkretów. Generalną zasadą poszukiwania w Internecie jest maksymalne zawężanie pytań. Zadawanie pytań ogólnych, typu „aparat cyfrowy” mija się z celem, gdyż na liście wyników znajdziemy miliony trafień. W przypadku przytoczonego terminu aż 1 840 000. Gdy pytanie sformułujemy precyzyjnie, np. Sony DSC V1 Test, zakładając, że chcemy dowiedzieć się czegoś bliższego o tym modelu aparatu, uzyskamy adekwatne informacje. Dobre zapytanie do wyszukiwarki powinno składać się z kilku słów (min. trzech). Jeśli takie pytanie nie przyniesie pożądanego efektu, jedynym sposobem na zawężenie listy trafień jest użycie operatorów logicznych (szczegóły w dalszej części), dzięki którym możemy określić, w jakich zależnościach mają pozostawać poszukiwane słowa kluczowe.

Jak wybierać z wyników?

Mimo imponującego postępu, jaki się dokonał w dziedzinie wyszukiwania, nie zawsze strona, której potrzebujemy, znajdzie się na pierwszym miejscu listy wyników. Zarówno Google, jak i inne wyszukiwarki, jest podatny na „optymalizację”, czyli sztuczne podbijanie pozycji stron. Im większe pieniądze wiążą się z danym słowem kluczowym, tym większe prawdopodobieństwo, że na pierwszym miejscu znajdzie się wyszukiwarkowy spam.

JAK INTERPRETOWAĆ WYNIKI WYSZUKIWANIA GOOGLE? DEFINIUJEMY ZŁOŻONE ZAPYTANIA ZA POMOCĄ FORMULARZA ZAAWANSOWANEGO SZUKANIA

Przykładowowe wyszukiwanie gdy potrzebujemy darmowych sms: darmowa bramka sms 

To pole działa jak wyszukiwarka na stronie głównej. Google zwróci strony, które zawierają wszystkie wymienione terminy. 2 Tutaj możemy określić, ile trafień ma zostać pokazanych na każdej stronie z wynikami. 3 W tym polu możemy wpisać frazę, czyli ciąg słów, które na stronie, jaką spodziewamy się znaleźć, powinny być ułożone w identycznej kolejności. Przydaje się np. do szukania nazwisk. 4 W tym polu wpisujemy słowa, z których przynajmniej jedno powinno znaleźć się na stronie, której szukamy. W praktyce wpisujemy tutaj np. marki produktów. 5 W tym polu wpisujemy słowa, które nie powinny znaleźć się na stronie, jakiej szukamy, np. marki aparatów, które nas nie interesują. 6 Tutaj określamy język poszukiwanej strony WWW. 7 Możemy także określić format pliku, jakiego szukamy. Domyślnie Google przeszukuje wszystkie typy indeksowanych plików. 8 Tutaj możemy określić wiek danej strony, np. żeby recenzja, której szukamy, nie była stara. Niestety, mechanizm nie sprawdza się w wypadku stron generowanych dynamicznie. 1 Liczba trafień, czyli stron, które zawierają dane słowa kluczowe. 2 Odnośnik do strony WWW wyszukanej przez Google. 3 Kontekst, w którym na stronie występują słowa kluczowe. 5 Dzień, w którym ostatni raz indeksował daną stronę. 6 Po kliknięciu w ten link, będziemy mogli zobaczyć kopię strony z podświetlonymi miejscami, gdzie występują słowa kluczowe. 7 Tutaj znajdziemy odnośniki do stron o podobnej treści. 4 URL znalezionej strony. 1 2 3 4 5 6 7 Na co zatem powinniśmy zwracać uwagę, gdy analizujemy trafienia? Przede wszystkim na adres strony. Jeśli orientujemy się, jak wygląda „rynek” serwisów tematycznych na dany temat, na podstawie samej nazwy będziemy mogli zorientować się, jakiego rodzaju informacji możemy się spodziewać się na danej stronie. Następnie powinniśmy spojrzeć na fragment tekstu, który znajduje się poniżej linku z trafieniem, pokazuje on, w jakim kontekście znajdują się wpisane słowa kluczowe. Na tej podstawie możemy ocenić, czy mamy do czynienia z wartościową stroną, czy ze spamem. Spam zwiastują m.in. nazwy domen złożone ze słów kluczowych wyszukiwania albo wielokrotnie powtórzony termin, wreszcie nasze słowo kluczowe położone wśród wielu synonimów lub słów o pokrewnym znaczeniu. Często, żeby znaleźć pożądaną informację, będziemy musieli wchodzić na dziesiątki stron z listy wyników. Jeśli chcemy szybko sprawdzić, jak wygląda rozkład słów kluczowych na stronie, kliknijmy w link Kopia. Spowoduje to wczytanie cache’u strony z serwera Google, na której wszystkie słowa kluczowe będą podświetlone osobnymi kolorami. Żeby poszukać zbliżonych tematycznie stron, można kliknąć w link Podobne strony. Działa on dobrze, przede wszystkim gdy zapytamy o link do głównej strony serwisu. Ponieważ w wynikach mamy głównie odnośniki do podstron, wpiszmy w Google zapytanie „related:www.adresstrony.pl”. Dostaniemy wówczas listę witryn o podobnej treści. Wybieranie właściwej strony z listy wyników jest najtrudniejszą sprawą w wyszukiwaniu. Umiejętność szybkiego dokonania właściwego wyboru przychodzi z czasem i doświadczeniem. Nauczyć się można natomiast, i to stosunkowo szybko, korzystania z udogodnień oferowanych przez Google, które pozwalają bardziej prezyzyjnie zadawać pytanie.

TAKTYKA: GOOGLE W MAŁYM PALCU Tylko nieliczni z nas potrafią w pełni okiełznać moc Google. Sztuczki pokazujące, jak zadawać pytania, żeby wycisnąć z Google informacje, których nie spodziewalibyśmy się tam znaleźć, znajdziemy na stronie http://johnny.ihackstuff.com/. Przeciętny użytkownik nie potrzebuje tak dogłębnej wiedzy o mechanizmie wyszukiwarki. Wystarczy to, o czym piszemy poniżej.

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Komputerowe prawo jazdy

Żeby wzmocnić swoją pozycję na rynku pracy, można postarać się o dokument świadczący o określonym poziomie wiedzy w danej dziedzinie. W przypadku języka angielskiego standardem są certyfikaty wystawiane przez Uniwersytet w Cambridge m.in. bardzo ceniony przez pracodawców „Advanced”, czyli CAE. Ich odpowiednikiem, jeśli chodzi o umiejętności posługiwania się komputerem, jest Europejski Certyfikat Umiejętności Komputerowych (ang. European Computer Driving Licence), zwany potocznie komputerowym prawem jazdy.

Darmowa bramka sms

Czym jest ECDL? W przeciwieństwie do certyfikatów wystawianych przez firmy, takie jak Microsoft, Novel czy Cisco, nie jest to dokument przeznaczony dla profesjonalistów z dziedziny IT, tylko dla pracowników wykonujących za pomocą komputera swoje codzienne czynności, jak prowadzenie korespondencji, księgowość, itp. Innymi słowy ECDL to świadectwo kwalifikacji pozwalających na efektywną pracę w nowoczesnej firmie. Wiedza, którą trzeba mieć, by zdobyć ECDL, sprowadza się w dużym skrócie do Żeby pokazać pracodawcy, że biegle posługujemy się komputerem, oprogramowaniem biurowym i Internetem, możemy postarać się o Europejski Certyfikat Umiejętności Komputerowych. Żeby uzyskać certyfikat, trzeba zdać siedem egzaminów: 1 Podstawy technik informatycznych 5 Bazy danych 2 Użytkowanie komputerów 6 Grafika menedżerska i prezentacyjna 3 Przetwarzanie tekstów 7 Usługi w sieciach informatycznych 4 Arkusze kalkulacyjne Na zdanie wszystkich egzaminów kandydat ma 3 lata. Koszt każdego z nich to 50 zł dla dorosłych i 40 dla uczącej się młodzieży. Wystawienie dokumentów kosztuje 100 zł, dla młodzieży uczącej się 80 zł, więc ECDL kosztuje łącznie 450 zł (360 zł dla młodzieży). Certyfikat jest ważny bezterminowo.

Szczegółowe informacje na temat zasobu wiedzy wymaganej do zaliczenia egzaminu, kursów przygotowawczych oraz centrów egzaminacyjnych na stronie www.ecdl.com.pl. Gdyby upowszechnił się certyfikat umiejętności komputerowych, taki jak ECDL, bardzo uprościłoby to ocenę kwalifikacji pracownika w tej sferze, tak jak certyfikaty Cambridge ułatwiają ocenę znajomości języka angielskiego. Obecnie musimy na własną rękę sprawdzać, czy kandydat ma wystarczającą wiedzę w dziedzinie obsługi Worda czy Excela, wymaga to zorganizowania osobnego sprawdzianu, co wydłuża rekrutację. Zaletą ECDL, podobnie jak innych międzynarodowych certyfikatów, jest także standaryzacja wiedzy, która pozwala na porównanie możliwości kandydatów pochodzących z różnych krajów. PODRĘCZNIKI DO EGZAMINU znajomości pojęć związanych z budową i działaniem komputera osobistego oraz do umiejętności praktycznych w dziedzinie wykorzystania Windows, oprogramowania biurowego i Internetu. Wymagania są opisane w bardzo szczegółowym, liczącym kilkadziesiąt stron syllabusie (do pobrania ze strony http://212 182.64.77/ ~ecdl/pliki/syllabus_4.pdf). Ten dokument dla osoby starającej się o ECDL jest zbiorem zagadnień do nauczenia, a dla przyszłego pracodawcy źródłem wiedzy o kwalifikacjach kandydata legitymującego się certyfikatem. Kryteria do zaliczenia są identyczne w całej Europie, podobnie jak poziom egzaminu. Dzięki temu ECDL, tak jak certyfikaty językowe Cambridge, jest ważny we wszystkich krajach UE. ECDL został stworzony z inicjatywy Komisji Europejskiej, która w ten sposób chce upowszechnić na europejskim rynku pracy umiejętności związane z obsługą komputera. Wzorem dla tego dokumentu jest Fińskie Komputerowe Prawo Jazdy wydawane od 1992 roku. Proces certyfikacji kontroluje Europejskie Stowarzyszenie Informatyczne (www.cepis. org). Robi to, udzielając licencji narodowym stowarzyszeniom informatycznym, w Polsce jest to PTI (www.pti.org.pl).

Jak zdobyć certyfikat? Żeby zdobyć ECDL, trzeba zaliczyć siedem sprawdzianów. Jeden teoretyczny i sześć praktycznych. Egzaminy są organizowane przez licencjonowanych egzaminatorów. Wszystkie dane kontaktowe można znaleźć na stronie www.ecdl. com.pl, zakładka Egzaminatorzy. Niestety, proces certyfikacji nie jest tani jak na nasze warunki. Egzamin wraz z kompletem dokumentów kosztuje 450 zł (młodzież 380 zł). Jednak mimo wysokiej ceny certyfikaty cieszą się pewnym zainteresowaniem, do 30 września w Polsce wystawiono ich ponad 15 tys. Dla porównania, w Wielkiej Brytanii, która przoduje w adopcji ECDL, wystawiono ich ok. 750 tys. Syllabus certyfikatu jest wykorzystywany przez niektóre uczelnie jako program nauczania informatyki na kierunkach ekonomicznych i społecznych. – W naszym kraju liderem wykorzystania ECDL w edukacji jest Wyższa Szkoła Informatyki i Zarządzania – chwali Marek Miłosz, koordynator projektu w Polsce. Duży procent wszystkich polskich certyfikatów został wydany studentom tej uczelni. Według tego samego programu Najwyższa Izba Kontroli szkoli swoich pracowników. – Zaletą przyjęcia ECDL jako programu nauczania – tłumaczy Marek Miłosz – jest fakt, że wiedza weryfikowana jest przez zewnętrznego egzaminatora. – Zdaniem Miłosza gwarantuje to wysoki poziom szkolenia. Egzaminatorzy nie stosują taryfy ulgowej, przeciętnie odpada co trzeci kandydat. Jak się przygotować? Dla osoby, która ma doświadczenie w pracy biurowej z komputerem, egzaminy są łatwe. Gorzej, gdy posiadaczem komputerowego prawa jazdy chciałby się stać ktoś, kto ma o niej mgliste pojęcie, choćby dlatego, że zdolność kandydata do efektywnej pracy z edytorem tekstu czy arkuszem kalkulacyjnym sprawdza się na podstawie MS Office’a. Żeby przygotować się do egzaminów, wystarczy w zupełności wiedza z plików Help. Tym, którzy nie lubią uczyć się z ekranu komputera, można polecić serię książek obejmujących materiał ze wszystkich części egzaminu na ECDL (patrz ramka „Podręczniki do egzaminu”). Przykładowe zadania z egzaminów możemy znaleźć na stronie http://portal.wsiz.rzeszow.pl/strona.aspx?id=84,9.

Jeśli kandydat nie czuje się na siłach, aby samodzielnie uzupełniać umiejętności, może zapisać się na kurs. Są one organizowane na uniwersytetach oraz przez firmy szkoleniowe. Listę ośrodków, które posiadają rekomendację Polskiego Towarzystwa Informatycznego, znajdziemy na stronie: www.pti.org.pl/certyfikaty.php. ECDL w oczach pracodawców Fakt, że kandydat posiada ECDL, powinien być dla pracodawcy informacją o wszechstronnych umiejętnościach obsługi komputera, oprogramowania biurowego i Internetu, które są potwierdzone przez niezależnego egzaminatora. Niestety, w naszych warunkach nie jest. Marek Miłosz przyznaje, że jak na razie większość pracodawców nie zdaje sobie sprawy z istnienia takiego certyfikatu. Potwierdza to Jarosław Bartosik, wicedyrektor ds. rekrutacji firmy Work Service. – Nie spotkaliśmy się jeszcze z sytuacją, w której pracodawca, zlecając nam rekrutację, oczekiwałby od pracowników posiadania takiego dokumentu – mówi. Niektórzy specjaliści zajmujący się rekrutacją lekceważą tego rodzaju dokumenty. – Gdybym znalazła w CV kandydata informacje o takim certyfikacie, nie zrobiłoby to na mnie wrażenia. – twierdzi Monika Iwonek z Jobpilot.pl. Jej zdaniem obsługa komputerów w czasach, gdy każdy ma w domu peceta, jest umiejętnością oczywistą. – Zresztą, jeśli ktoś czegoś nie umie, szybko się nauczy, w końcu do pracy w biurze nie trzeba mieć wyrafinowanych umiejętności – dodaje. Badania przeprowadzone przez brytyjskie biuro ECDL wykazały, że osoba z certyfikatem oszczędza dziennie 37 minut czasu pracy, który inaczej spędziłaby na walce z komputerem.

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Ginące profesje – kowalstwo

Jesteśmy świadkami niknięcia z zawodowej mapy Polski wielu niezbędnych niegdyś dla życia codziennego profesji. Kto z dzisiejszych ,,małolatów’ ’ wie np. czym różnił się stolarz od cieśli czy stelmacha, snycerza czy bendarza, biorąc pod uwagę, że wszystkie te zawody zajmują się obróbką drewna n Do niedawna nie można było sobie wyobrazić dużej wsi bez kuźni. Obecnie rzadko gdzie warsztat kowalski istnieje. Dlaczego? Niektórzy wiążą ten fakt ze spadkiem ilości koni, których podkuwaniem zajmowali się kowale, i wozów konnych. Inni tłumaczą to powstaniem uniwersalniejszych warsztatów np. przy POM-ach. gdzie część zleceń wykonuje się poprzez prowadzenie serwisu części zamiennych, a prace kowalskie zastępuje się choćby przez obróbkę skrawaniem…

A przecież kowalstwo to jedna z najstarszych profesji, jakimi parała się ludzkość. Znakomity kulturoznawca Mircea Eliade doszukuje się w pierwotnym kowalstwie cech szamańsko-magicznych. Człowiek obdarzony zdolnością przekuwania bezkształtnej metalowej masy w broń i narzędzia, dające w tych niezwykle ciężkich czasach szansę przetrwania, był niemal półbogiem dla swego otoczenia i miał na nie ogromny wpływ. Stąd też zazdrośnie strzegł swych sekretów, przekazując je tylko swemu potomstwu, czym zapewniał mu szacunek otoczenia i mocną pozycję ekonomiczną w grupie. Z czasem ilość warsztatów kowalskich rosła i pojawiło się zapotrzebowanie na jakość produkcji. Nie wystarczyło już umieć wykuć miecz musiał on być zdecydowanie lepszy od innych przeciętnych wyrobów. Tu musiała ..zadziałać” inteligencja i zdolność do wnikliwej obserwacji połączonej z umiejętnością wyciągania praktycznych wniosków. Z czasem lepsi kowale wyspecjalizowali się tworząc arystokrację kowalską płatnerzy, zajmujących się wykuwaniem broni i zbroi. Interesującym faktem jest, że do trwałości i doskonałości broni dochodzono podobnymi metodami poprzez dokładne, wielokrotne przekuwanie przeznaczonego na klingę metalu. Znakomity polski znawca Dalekiego Wschodu Wacław Sieroszewski opisuje japońskigo płatnerza, który miał przekuwać materiał klingi dziesięć lat! Inaczej do niezwykłej elastyczności dochodzili kowale produkujący stal damasceńską* zwaną też damastem.

Skuwałi oni ponoć liny stalowe splecione z drutów stalowych o różnej twardości. Procesy obróbki kowalskiej występowały także w rusznikarstwie pierwsze lufy broni palnej skuwano na pręcie z drutów lub pasków metalu. Inną ciekawą gałęzią kowalstwa jest kowalstwo artystyczne. Nie sposób opanować uczucia podziwu dla wspaniałych dzieł mistrzów kowalskich wykuwających roślinne ornamenty krat, balustrad, ram kominków, ozdobne kandelabry, świeczniki… A jednak fach ten ginie, i to błyskawicznie. Ci, co w nim jeszcze zostali to mistrzowie kochający swoją profesję. Właśnie w jednej z takich zabytkowych kuźni zrobiliśmy nasze zdjęcia. Funkcjonuje ona w Dzietrznikach koło Wielunia, a jej właścicielem jest osiemdziesięciokilkuletni pan Ignacy. Nie ma już siły, by podkuwać konie, lecz wykonuje bardzo piękne drobne przedmioty, ścianę jego kuźni zdobią liczne dyplomy, dokumentujące nagrody uzyskane w konkursach folklorystycznych dla kowali. Sam pan Ignacy z przyjemnością wspomina czasy, gdy podkuwał ułańskie konie, zwłaszcza w ,,miarowe” (robione na miarę konkretnego kopyta) podkowy odlewane specjalnie z łusek artyleryjskich (kopyto konia od twardej podkowy w długim marszu może się odparzyć!). Pewien oficer otrzymał nawet specjalną nagrodę, gdyż na takim „miarowo” podkutym koniu przejechał ponad 1000 km! Obecnie kuźnia oczekuje na następcę pana Ignacego jego wnuka. Może więc choć ten zabytkowy obiekt nie zaginie z kowalskiej mapy Polski. Tylko koni, tylko koni żal…

Sponsorem notki jest: darmowa bramka sms

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Rosiczki, jak żyją, jak rozmnażają się, itp

Skurcz lepkich liści i uwięziona pomiędzy nimi mucha nie ma już szans! Zalewająca ją kleista ciecz zapoczątkowuje proces trawienia. Dlaczego jednak roślinna pułapka na owady ma zielone liście oznakę samożywności w wyniku zdolności do fotosyntezy? Czyżby ich polowanie miało charakter hobby, a nie było twardą życiową koniecznością? Rosiczki mogą same wytwarzać cukier, ale rosną na torfowisku, gdzie podłoże jest kwaśne, gleby i woda są ubogie w sole azotowe, a każdej roślinie do budowy białka potrzebny jest azot. Rośliny pobierają sole azotowe korzeniami z gleby wraz z wodą. Rośliny rosnące w środowisku ubogim w sole azotowe muszą sobie radzić inaczej, łapią więc drobne zwierzęta, trawią je i wydobywają z nich białko, aby po przerobieniu wykorzystać we własnych komórkach. Jest to forma przystosowania rośliny do warunków życia.

W Polsce występują trzy gatunki rosiczek: rosiczka okrągłolistna (Drosera rotundifolia), rosiczka pośrednia (D. intermedia) i rosiczka długolistna (D. anglica). Rosiczki są niewielkimi bylinami. Liście ich tworzą rozetkę, ze środka której wyrasta prosto wzniesiony pęd kwiatonośny. Kwitną od czerwca do sierpnia. Kwiaty są samopylne. Organami chwytnymi rosiczek są liście. Rosiczka okrągłolistna ma liście koliste, osadzone na długich ogonkach, rosiczka długolistna ma liście taśmowatołopatkowe, a rosiczka pośrednia ma liście odwrotnie jajowate lub łopatkowate. Na górnej stronie liścia znajdują się liczne długie, czerwone włoski, każdy zakończony niewielką główką, na której lśni kropelka przezroczystej cieczy przypominająca kroplę rosy. Ciecz wydzielają włoski gruczołowe, jest ona lepka, o miodowym zapachu. Kropelki pełnią rolę tzw. powabni i do złudzenia imitują kropelki nektaru. Owad, który niebacznie siądzie na liściu, przykleja się do niego.

Chcąc się uwolnić ze zdradzieckiej pułapki, wykonuje gwałtowne ruchy, przez co oblepia się coraz bardziej. Podrażnione włoski nachylają się ku ciału nieszczęsnej ofiary, przyciskając je do blaszki liściowej, a gruczoły wydzielają teraz enzymy rozkładające białko, dzięki czemu następuje trawienie przez roślinę miękkich części ciała ofiary. Powstały w ten sposób pożywny sok zostaje wchłonięty przez włoski, po czym liść powoli wraca do normalnego stanu. Nie strawione resztki pozostają na blaszce liściowej i są zdmuchiwane przez wiatr. Reakcja włosków gruczołowych rosiczki jest krótka i trwa ok. 10 sek„ przy czym w ciągu minuty od schwytania owada włoski gruczołowe wyginają się prawie o 180 stopni.

Rosiczka reaguje niezwykle szybko, jednakże reakcja nie następuje na skutek saipego tylko podrażnienia włosków. Wprowadzone obce ciało musi zawierać substancje białkowe. Roślina nie reaguje na dotykanie na przykład kawałkiem drewna, papierową kulką itp. Stwierdzono, że enzymy trawiące białko nie pochodzą wyłącznie z gruczołów rosiczki, część wytwarzają bakterie żyjące z nią w symbiozie. Rosiczka okrągłolistna i pośrednia rosną c zęsto obok siebie na torfowisku, a pomimo to nie konkurują ze sobą, zajmują bowiem inne nisze ekologiczne. Rosiczka okrągłolistna rośnie na pagórkowatych poduchach mchów torfowców. Jej liście są ułożone na podłożu płasko. Rosiczka pośrednia zajmuje stanowiska niżej położone rowki wypełnione wodą. Jej liście są wzniesione ku górze. Rosiczka okrągłolistna swymi przyziemnie ułożonymi liśćmi chwyta głównie zwierzęta biegające, takie, jak np. pająki i roztocza.

Rosiczka pośrednia, która ma liście wzniesione, łapie owady latające, takie jak np. ważki i muchówki. Mikroklimat ich stanowisk także różni się. Wiosną wzniesione ponad wodę poduchy mchów absorbując promienie słoneczne nagrzewają się i dlatego temperatura jest tam wyższa niż w niżej leżących wypełnionych wodą rowkach. Rosiczka okrągłolistna „budzi” się z zimowego spoczynku wcześniej o 2-3 tygodnie niż rosiczka pośrednia. Łapie wtedy owady, które występują masowo w tym czasie, a które już nie występują kiedy rosiczka pośrednia staje się aktywna. Pomiędzy rosiczkami uganiają się mrówki. Zatrzymują się przy liściach chwytnych i sprawdzają, czy nie znajduje się w nich ofiara. Gdy jest, próbują ją natychmiast uwolnić z lepkiej pułapki, żeby ją zjeść. Jeżeli ofiara jest zbyt duża, alarmują „koleżanki” z gniazda, które natychmiast przystępują do akcji. Mrówki podczas rabunku stają się także nieraz ofiarami, jeżeli zamiast ostrożnie omijać włoski gruczołowe przyklejają się do nich. Stwierdzono, że wskutek rabunku rosiczka okrągłolistna traci 75% swej zdobyczy, podczas gdy rosiczka pośrednia tylko 5%. Jest ona bardziej bezpieczna przed rabusiami ponieważ stoi w wodzie.

Każda mrówka żyjąca na torfowisku znosi do mrowiska ciężary przekraczające nieraz 6-krotnie ciężar jej ciała. Okradając ze zdobyczy rosiczki, mrówki zjadają ofiary, których same nigdy nie mogłyby upolować, bo muchówki, ważki i chrząszcze poruszają się zbyt szybko. Inną taktykę w okradaniu rosiczek stosuje maleńki skoczek Macrosteles ossionnilssoni. Wybrał on sobie niebezpieczne liście rosiczki za „mieszkanie”. Siada na odwrotnej stronie liścia, która nie jest wrażliwa na dotyk. Lądowanie z rozpostartymi skrzydłami na odwrotnej stronie liścia byłoby zbyt niebezpieczne i dlatego zawsze ląduje na ogonku liścia, skąd następnie przechodzi na jego dolną stronę. Jeżeli jest nieostrożny staje się ofiarą rosiczki. Skoczki żywią się sokiem roślinnym, a ponieważ żyją na torfowiskach, mają także problemy z niedostatkiem azotu. Jeżeli rosiczka trawi i wchłania soki powstałe ze swej ofiary, skoczek nakłuwa liść na dolnej stronie i korzysta z soku bogatego w związki azotowe. Jest to także dla skoczka sposób obrony przed drapieżnikami. Jeżeli np. muchówka zaatakuje skoczka, to zostaje schwytana do pułapki rosiczki, a z jej strawionego ciała korzysta skoczek. W przyrodzie istnieje wiele powiązań między różnymi organizmami, których jeszcze nie poznaliśmy. Niszcząc biotopy zubażamy bezpowrotnie przyrodę…

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Podmorskie wulkany

Nad południowym Pacyfikiem rozciąga się przepiękne, bezchmurne i błękitne niebo.  Do krańców  horyzontu widać tylko wodę, która nagle zaczyna bulgotać. Z jej głębin wyłaniają się czerwone płomienie a ona sama zmienia kolor na zielony. Na grzbietach wzburzonych fal płynie czarny popiół a w powietrzu roznosi się wstrętny zapach siarkowodoru.  Uczeni  ze  statku badawczego  „Suroit”  mogą  obserwować wspaniały spektakl Natury: wybuch podwodnego wulkanu. W obserwatorium geofizycznym Pape- ete na Tahiti sejsmografy po raz kolejny zarejestrowały  wstrząsy  skorupy  ziemskiej. Nie jest to nowość dla pracujących tu geofizyków – wyspy Polinezji należą do aktywnych obszarów wulkanicznych Ziemi. Wybuch podwodnego wulkanu był łatwy do zlokalizowania: 140° dł. zach. i 29° szer. pd. Wulkan Macdonald, który tu się właśnie wznosi z dna morza, jest ostatnim aktywnym ogniwem łańcucha wygasłych już podmorskich wulkanów.

Tylko dzięki przypadkowi świadkami tego wybuchu są naukowcy z Francji i Niemiec, prowadzący teraz badania z pokładu statku badawczego. Gdy kilka dni temu statek ten opuszczał Tahiti udając się na południe, nikt nie przewidywał wybuchu nowego wulkanu. Odkrycie wulkanu Macdonald, wystającego ponad 4000 m nad dnem morza, a mimo to nie sięgającego jego powierzchni, nastąpiło przed 20 laty. Pomiary sejsmiczne pozwoliły na lokalizację działalności wulkanicznej w południowej części wysp Austral, lecz z powodu braku map topograficznych dna nie wiedziano, co dzieje się pod powierzchnią wody. Dopiero przeprowadzenie  studiów  morfologicznych m.in. za pomocą statku badawczego „Son- ne”, który przez trzy lata krążył pomiędzy wyspami Austral, pozwoliło na opracowanie dokładnej mapy dna morskiego, a tym samym lokalizację wulkanów. Za pomocą echolotu  „Seabeam”  dno  morza  zostało systematycznie odwzorowane. Na podstawie czasu, jaki potrzebny jest falom sejsmicznym na wędrówkę do dna morskiego i z powrotem komputer pokładowy obliczał głębokość oceanu i wykreślał trójwymiarowy obraz jego dna.

Efektem tej wyprawy był wniosek, że dokładnie w tym miejscu, w którym geofizycy zanotowali  działalność sejsmiczną, istnieje duże wybrzuszenie dna morskiego. Byi to właśnie nasz podwodny wulkan –  Macdonald Seamoiint. Takie podwodne góry są od dawna znane geologom – zapis w książce pokładowej HMS „Challenger” dokumentuje  odkrycie  wulkanów  morskich już przed ponad 100 laty, jednak wówczas można było obserwować tylko takie wulkany, które wystawały ponad powierzchnię  oceanu.  Dzięki  nowoczesnej technice badania dna morskiego (np. za pomocą „Seabeam”) w ostatnich latach powstał dokładny obraz dna oceanów. Badania te były potwierdzeniem hipotezy, że głęboko pod powierzchnią wody Ziemia kipi. Długi na dziesiątki tysięcy kilometrów i wysoki na ponad 3000 m środko- wooceaniczny grzbiet górski wygląda jak zespawane  miejsce  w  oceanie.  Przez szczeliny jego grzbietu wypływa z wnętrza Ziemi gorący materiał w postaci lawy.

Pasma wulkaniczne na dnie oceanu stanowią rodzaj „fabryki” tworzącej nowe dno morskie. Według teorii tektonicznych płyt, dna morskie są przesuwane w stronę kontynentów jak na taśmociągu. Tam opuszczają się do wnętrza Ziemi, a na grzbietach środkowooceanicznych poprzez napływ lawy tworzy się nowe dno oceanu. Również w znacznej odległości od środkowooceanicznych grzbietów wyzwalana jest aktywność wulkaniczna, wznoszą się tam  podwodne  wulkany.  Czasami  ich szczyty  wystają  ponad  powierzchnię wody, ale częściej znajdują się pod nią. Tak jest również w wypadku Macdonalda. Jednak wszystkie te wulkany mają jedną cechę wspólną: nie występują pojedynczo, lecz jak sznur pereł układają się w łańcuch. Wyniki badań skał wskazują na różnice wieku poszczególnych części łańcuchów  wulkanów  podmorskich.  Klasycznym tego przykładem jest łańcuch wysp hawajskich. Gdy wulkan Mounakea na Hawajach o wysokości 4200 m npm jest ciągle aktywny, wulkany na sąsiednich wyspach już dawno wygasły. Im większy jest odstęp od aktywnego do młodszego wulkanu, tym starsze są cząstki podwodnego łańcucha, lecz wszystkie one są geologicznie młodsze od otaczającego je dna oceanu.

Powstawanie  tych  młodszych,  aktywnych wulkanów wyjaśnia teoria płyt tektonicznych. Gorące miejsca na Ziemi, tzw. Hot-Spots są odpowiedzialne za powstanie wulkanicznych wysepek. W nich to właśnie poprzez płaszcz Ziemi przebiła się magma. Oceaniczny „taśmociąg” przesuwa skorupę dna oceanu na południowym Pacyfiku z prędkością 10 cm/rok ponad zakotwiczone  w  płaszczu  Ziemi  gorące punkty. Nie zawsze jednak skorupa dna oceanu wędruje w jednakowym kierunku. Gdy nastąpi zmiana w położeniu grzbietu środkowooceanicznego,  to  kierunek  ten zobrazowany jest w postaci  łańcuchów podwodnych  gór,  powstających  ponad punktami geotermicznymi. Specjaliści od tektoniki   płytowej,   poprzez   badania współczesnych miejsc występowania takich wysepek, próbują nakreślić ruchy o- ceanów w ich dawniejszych stadiach. Np. w wypadku Wysp Hawajskich kierunek przesuwu dna oceanu zmienił się: łańcuch pokazuje wyraźne zagięcie.

Wróćmy jednak do narodzin jednego z podwodnych  szczytów.  Ciśnienie  mas wody znajdujących się ponad dnem oceanu osłabia eksplozje wulkanu. Ze szczelin wypływa tylko  rzadka lawa. Ostudzona przez morską wodę tworzy tzw. struktury poduszkowe. Tak długo jak wulkan znajduje się ponad „gorącym punktem” zasilany jest nowym ładunkiem magmy. Aż do momentu przesunięcia się dna oceanu w kierunku kontynentu może znajdujący się nad nim wulkan osiągnąć wysokość tysięcy metrów. Im bliżej powierzchni wody znajduje się wierzchołek, tym mniej oddziałuje ciśnienie wody. Lawa nie wypływa już wtedy wolno, lecz wytryska, jest wyrzucana z krateru i „odkładana” na zboczach wulkanu. Woda morska, przez rysy i szczeliny, wdziera się do wnętrza docierając aż do głębi wulkanu – komory magmy. Ciśnienie pary wewnątrz wulkanu może więc osiągnąć takie wielkości, które mogą spowodować  rozsadzenie  części  góry. Brzeg obserwowanego ze statku „Suroit” podwodnego szczytu Macdonald znajduje się 40 m pod powierzchnią oceanu. Płynące gazy i ciemny popiół wyrzucane są aż na powierzchnię wody, dostarczając naukowcom materiału od badań chemicznych i fizycznych aktywności wulkanicznej. Za pomocą sond mierzono bezpośrednio z pokładu statku stopień kwasowości i temperaturę wody morskiej.

Specjaliści od badań wody, by wykonać dokładne analizy w laboratorium, pobierali próbki z różnych głębokości. Wyniki były bardzo ciekawe – w próbkach wody pobranych z głębokości 150  m  stwierdzono  dużą  koncentrację siarkowodoru, przy jednoczesnym zwiększeniu prawie tysiąc razy zawartości metanu. Jak na razie nie potrafiono jeszcze wytłumaczyć  tak  wielkiej  koncentracji metanu – czy wydobywa się on bezpośrednio z głębi płaszcza Ziemi, czy powstaje wewnątrz wulkanu w wyniku procesów chemicznych. Również bakterie ciepłolubne Archae, które mikrobiolodzy odkryli w tych gorących wodach, mogą wytwarzać metan. Odkrycie tych bakterii w Pacyfiku było dużym zaskoczeniem dla naukowców. Dotychczas znano tego typu wysokotemperaturowe bakterie wyłącznie z gorących źródeł Morza Śródziemnego. Jak przedostały się one na drugą półkulę można wyłącznie spekulować. Przypuszcza się, że podczas wybuchu jednego z podmorskich wulkanów zostały wyrzucone, a następnie przeniesione przez prądy morskie. W zimnej wodzie morskiej bakterie te mogą przeżyć całe lata w stanie „uśpionym”. Gdy dotrą do wody gorącej np. w pobliżu aktywnego wulkanu,  mogą  się  znów  rozmnażać. Wśród łańcuchów podwodnych wulkanów południowego Pacyfiku ciepłolubne bakterie Archae znajdują dla siebie doskonałą przestrzeń życiową.

Dla zwierząt wyżej rozwiniętych  środowisko  to  może  być śmiertelne: podczas wybuchu Macdonalda zadusiły się  całe ławice meduz, unicestwione przez popiół i siarkowodór… Aby dokładnie zbadać skutki wybuchu wulkanu mimo grożącego niebezpieczeństwa, następnego dnia na pokładzie mini- łodzi podwodnej „Cyane” naukowcy udali się na dno morza. Pomimo wydobywających się wokół pęcherzy gazów łódź zbliżyła się bezpośrednio do krateru wulkanu. Za pomocą tzw. ramienia pobrano próbki skamieniałej lawy. Ich badanie przeprowadzono wiele tygodni później w laboratorium na uniwersytecie w Kilonii. Pod mikroskopem  elektronowym  rastrowym zostały odkryte maleńkie cząstki szkliwa –  materiału  wulkanicznego,  który  tak szybko się zestalił, że nie zdążył utworzyć kryształów. W próbkach znajdowały się siarczki żelaza, miedź i cynk, które wydobyły się z wnętrza krateru podwodnego wulkanu.

Woda morska, która wdarła się do gorącego wnętrza wulkanu wyługowała te związki i pierwiastki chemiczne ze skały.  Wraz  z  gorącymi,  mineralnymi, hydrotermicznymi  roztworami  dotarły one do krateru. Gdy gorący płyn zetknie się z zimną wodą morską, wówczas metale są strącane na dno w postaci małych kryształków lub też tworzą tzw. struktury słupowe. Łódź podwodna poruszała się wewnątrz pola hydrotermicznego, tak jakby znajdowała się pośród drzew – wspominają naukowcy. Dopóki wulkan nie jest całkowicie wygaszony, stale dopływa tu gorąca ciecz. Zawiera ona metale, siarczki i krzemki i tym samym zmienia skład chemiczny skał. W wyniku tego procesu, skały podwodnych gór są bogate w elementy alkaliczne, takie jak wapń i sód, i dzięki temu nazwane bazaltami alkalicznymi. Naukowcy kontynuują próby zgłębienia kolejnych tajemnic powstawania podwodnych wulkanów –  Seamounts. Obecnie są zdania, że  magma  z gorących punktów jest zasilana resztkami skorupy kontynentalnej. W czasie kolejnych faz istnienia Ziemi dostały się one do jej płaszcza, gdzie zostały stopione i wymieszane. Lecz jak naprawdę powstaje magma i dlaczego wydobywa się właśnie w tych, a nie innych miejscach skorupy pozostaje nadal tajemnicą naszej planety.

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , , , , | Skomentuj

UMTS, HSDPA czy WLAN

Mariaż tradycyjnej telefonii komórkowej oraz telefonii internetowej ma dwa oblicza. Pierwsze z nich to coraz bardziej dynamiczny rozwój usług transmisji danych w oparciu o technologie UMTS, HSDPA czy WLAN.

Użytkownicy kart do laptopów już dziś darmowa bramka sms z powodzeniem mogą wykorzystać posiadany „stały komórkowy” dostęp do sieci, by na komputerze uruchomić dowolną aplikację systemu telefonii internetowej. To gry na androida jednak grupa użytkowników ściśle określona, a praktyczność takiego rozwiązania ma swoje ograniczenia: komputer, słuchawki i małą mobilność. Co innego jednak, gdy technologie takie jak WLAN wkraczają do telefonów zdolnych same z siebie zapewnić współ- pracę z systemami VoIP. Jako pierwsze taką możliwość zyskały urządzenia PDA, gdy zaczęto wyposażać je w platformę Windows Mobile 5.0 oraz moduły WLAN. Pojawiły się koncepcje takie jak Skype for Mobile, które dziś z powodzeniem stanowią w pełni funkcjonalną wersję Skype znanego z PC-tów. W tym samym czasie procesory telefonów z Windows Mobile były za wolne dla zapewnienia mocy obliczeniowej potrzebnej do połączenia głosowego.

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

klawiatura

Jego uaktywnienie podkreślane jest dodatkowo przez rytmiczne pulsowanie białego podświetlenia klawiatury. W taki, budzący uśmiech na twarzy sposób, jesteśmy informowani również o zdarzeniach, jak na przykład przychodząca rozmowa. Szkoda jedynie, iż oczekująca na nas w tym telefonie wiadomość nie jest też tak świetliście oznajmiana gry na androida. Oprócz efektów świetlnych ten model dostarczy nam doznań dotykowych. Wystarczy przejechać palcami po klawiaturze w kierunku wyświetlacza. Poczujemy wtedy, iż przyciski charakteryzują się lekkim spadkiem. Ten zabieg akcentuje poszczególne ich rzędy, przez co są wyraźnie wyczuwalne pod palcami i możemy pokusić się o bezwzrokowy wybór numeru. Klawiatura pracuje z dużym skokiem i twardo, a że jest dodatkowo wąska to raczej trudno będzie na niej szybko pisać, zwłaszcza gdy mamy dorosłe palce. Samo tworzenie wiadomości w tym modelu to przyjemność. Dymki z informacją, jaki kolejny znak będzie wprowadzony czy automatyczna zamiana kombinacji nawiasu z dwukropkiem w żółtą, uśmiechniętą emotikonę, to pożyteczne ułatwienia. W każdej chwili możemy pisany tekst ubarwić zdjęciem czy nagraniem dźwiękowym, wybierając odpowiedni piktogram z wyświetlanego paska umieszczonego pod polem tekstu. Typ wiadomości automatycznie zmieni się wtedy na MMS. Dymkowe wiadomości Wysyłanie czy odbieranie informacji od wielu znajomych spowoduje, że po pewnym czasie skrzynka odbiorcza bardzo spuchnie. Problemem będzie wtedy powrót do wiadomości, którą chcielibyśmy jeszcze raz w ciszy przeczytać i odpowiedzieć darmowa bramka sms. W tym modelu to zagrożenie zminimalizowano przez ciekawą funkcjonalność. Chodzi mianowicie o łączenie wiadomości od danej osoby w formę konwersacji. Co ciekawe nie wybieramy tej funkcji za pomocą komendy, lecz

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

co nowego do telefonu

Potrząśnij, uderz, przechyl Gdy przyłożymy w czasie rozmowy telefon do ucha, ekran automatycznie przygaśnie. Gdy chcemy wyciszyć dzwonek połączenia, wystarczy obrócić go ekranem do dołu. To już spotykane wcześniej funkcjonalności i efekt działania czujników oświetlenia i położenia. Ten ostatni sensor został tu wykorzystany nader wszechstronnie. Gdy podczas trwającego połączenia położymy go na płaskiej powierzchni ekranem do góry, automatycznie uruchomi się tryb głośnego mówienia. Z tym że w testowanym modelu jego uaktywnienie miało zwłokę ok. 2 sekund. Poza tym w położeniu poziomym mamy pełną klawiaturę QWERTY spraw- Media Gate 3D, spust migawki Blokada ekranu Regulacja głośności, przewijanie, zoom Wiadomości alarmowe – ustawienia wysyłania Stan pamięci – wiadomości SMS Kontakty ze zdjęciem – akcje linku Wiadomości SMS – obsługa znaków Kontakty ze zdjęciem – etykiety Ustanowione połączenie – więcej Udostępnij obrazy Kamera – rozdzielczość Przeglądarka zdjęć – sortowanie Aparat – scenerie Media Gate 3D Przeglądarka zdjęć – opcje 42 TWOJA KOMÓRKA 09/2009 Telefon miesiąca dzającą się podczas pisania wiadomości. Fakt, że trzeba się do niej przyzwyczaić, a to ze względu na nieduże pola i brak możliwości przesunięcia palca na literę obok w przypadku błędnego jej wyboru. Jednak po około dwóch tygodniach pisze się na niej szybko i prawie bezbłędnie. Podczas tworzenia wiadomości odczuwa się brak przycisków kierunkowych i funkcji edycyjnych typu kopiuj/wklej. Opisywany czujnik to również możliwość przesuwania kolejnych zdjęć podczas ich przeglądania przez przechylenie telefonu w danym kierunku. Wykorzystują go gry oraz system sterowania gestami. W tym ostatnim trybie, nazwanym MotionGate, przez potrząsanie telefonem czy stukaniem w niego uruchomimy aplikację lub ją zamkniemy. W podobny sposób będziemy również sterować komendami typu start/ stop, przewinięcie do kolejnego utworu. Ta nowatorska funkcjonalność dostępna jest na razie tylko przy pracy telefonu w tym trybie i ograniczona do dwóch wybranych aplikacji. Na razie należy ją rozpatrywać jako ciekawostkę do wzbudzenia podziwu wśród bliskich niż coś, co można praktycznie wykorzystać. Magiczny sześcian Bardziej użyteczne są inne wrota, które stanowią gwóźdź Samsunga Jeta, a także wyjaśniają intrygujący kształt pierścieniowej obwódki wokół środkowego przycisku. Wbrew pozorom jego wciśnięcie nie otwiera ich, a daje jedynie dostęp do Darmowa Bramka SMS kolorowego, trójekranowego menu lub spisu uruchomionych aktualnie aplikacji. Odkrycie tajemnicy sześciu boków znajduje się po prawej stronie obudowy i jest przedłużeniem przycisku aparatu cyfrowego. Wciskamy je i przed naszymi oczami, przy wtórze melodyjki ukazuje się trójwymiarowy sześcian. Każdy z jego boków jest odzwierciedleniem dedykowanej aplikacji i dzięki nim mamy szybki i efektowny dostęp do multimediów, gier na telefon oraz sieci internetowej. Wraz z eksploracją tych zasobów poznamy szereg nowych właściwości, jakie ma trzymane w ręku urządzanie.

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Czwarty operator

Czy to znaczy, że czwarty operator nie dorobił się wciąż jeszcze dobrej oferty dla firm i raczej nie może być brany pod uwagę jako usługodawca dla dużej korporacji? Klienci biznesowi częściej korzystają z usług transmisji danych, biznes grupy. A w tym zakresie oferty Playa nadal nie do końca spełniają oczekiwania klientów biznesowych. Na przykład Bramka SMS za darmo w przypadku klientów abonamentowych indywidualnych sieci Plus, Era, Play i Cyfrowy Polsat oferują cenę 1 MB na tym samym, najniższym na rynku poziomie 1,20 zł, zdecydowanie droższa jest natomiast oferta Orange – 5 zł/MB. Z kolei w przypadku klientów biznesowych do grupy najsilniej rywalizującej włączyć należy właśnie sieć Orange oraz zorientowaną wyłącznie na klientów biznesowych sieć Crowley TeleMobile. W biznesie oferta Play i Netii jest zdecydowanie najdroższa na rynku – 5 zł/MB. Bezkonkurencyjna jest z kolei oferta pre-paid w sieci Heyah – 0,20 zł/ MB, 5-krotnie tańsza od drugich w zestawieniu ofert WPmobi oraz mBank mobile i aż 30-krotnie od najdroższej w zestawieniu oferty sieci Sami Swoi – 6,10 zł/MB. Opieram się tu na danych z raportu o cenach usług telefonii ruchomej w Polsce opublikowanego przez UKE w kwietniu. Jak często na rynku operatorzy zmieniają taryfy? Dla klientów biznesowych taryfy zmieniają się dwa, trzy razy w roku. Co się bardziej opłaca, gdy się kończy umowa – zmienić operatora, czy negocjować nową umowę z dotychczasowym usługodawcą? To znowu jest indywidualną sprawą każdego klienta, w zależności od polityki operatora w różnych okresach z jednej strony przykłada się większą wagę na przejęcia klienta (pozyskanie), z drugiej na utrzymanie. Zatem w zależności od sytuacji możemy uzyskać lepsze warunki, oczywiście zawsze trzeba przeanalizować wszystkie aspekty takiej zmiany. Czyli na przykład przejście numeracji do nowego operatora i wszelkie problemy z tym związane. Jak duża musi być firma, aby dziś móc z operatorem negocjować stawki indywidualne, czyli takie, jakich nie ma w cenniku? Na szczęście wystarczy około 20 aktywacji. Jeżeli jednak firma generuje bardzo dużo połączeń może negocjować indywidualne warunki, nawet posiadając około 15 aktywacji. Jak długo trwają takie indywidualne negocjacje z operatorem komórkowym? Jeżeli firma ma doświadczonych pracowników, potrafi przeprowadzić symulacje wybranych wariantów, ma doświadczenie w negocjacjach, to można je przeprowadzić w ciągu miesiąca. Czy kryzys gospodarczy wpływa w jakiś sposób na polskie firmy odnośnie podejścia do ponoszonych kosztów za usługi komórkowe? Prawdę powiedziawszy w małych przedsiębiorstwach można zauważyć większą świadomość pracowników skierowaną na oszczędności, jednak jeżeli chodzi o duże przedsiębiorstwa niższy szczebel nie dostrzega zagrożeń związanych z kryzysem. Podobnie jest w przedsiębiorstwach państwowych, które jednak kierują się innymi prawami, niekoniecznie rynkowymi.

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj